środa, 19 lutego 2014

Epilog.

pięć lat później

Czerwiec w Monachium był wyjątkowo upalny, miasto było przepełnione turystami. Amanda w czarnych szpilkach kroczyła odrobinę niepewnie, ten typ obuwia nie był jej szczególnie bliski, jednak sytuacja tego wymagała. Przeciskała się między tłumami, skręcając w mniej przeludnione boczne uliczki, aż w końcu doszła do apartamentowca, w którym obecnie zamieszkiwał Wellinger. Wstukała kod i weszła do klatki, po czym powoli wspięła się na pierwsze piętro. Podniosła rękę, by zapukać, ale trafiła w nicość.
- Dobrze, że jesteś, bo ja muszę wyjść na moment. - Ness cmoknęła ją w przelocie w policzek i zbiegła na dół.
Amanda uśmiechnęła się do siebie, ciągle nie mogła się nadziwić, że w jednej osobie może tkwić tyle pozytywnej energii, która w dodatku udzielała się wszystkim wokół. Szczera, uśmiechnięta i co najważniejsze szaleńczo zakochana, Andreas nie mógł lepiej trafić.
Vanessa pojawiła się w jego życiu, a tym samym w życiu Amandy, tuż po Igrzyskach w Soczi. Złoty medal niemieckiej drużyny odbił się echem w mediach i stacje telewizyjne prześcigały się w zapraszaniu skoczków do swoich programów w przerwach między konkursami. Vanessa robiła zaś wtedy zawrotną karierę jako nowa gwiazda niemieckiego modelingu. Zaczęło się niewinnie, od jednego drinka, a końca raczej nie było widać.
Ness nigdy nie wnikała w relacje Andreasa i Amandy, traktowała ich przyjaźń jako coś zupełnie normalnego i dość szybko wkupiła się w łaski panny Schultz, stając się jej przyjaciółką. Nie wiedziała zbyt wiele o przeszłości dziewczyny, mimo że sama ochoczo się jej zwierzała, jednak nie stanowiło to dla niej żadnej przeszkody. Pokochała rudą całym sercem i była gotowa skoczyć za nią w ogień.
Ale w życiu Amandy ognia już nie było.
Były już tylko iskierki, iskierki szczęścia. Jej wychowankowie.
Po studiach rzuciła pracę w przedszkolu, na rzecz pełnego etatu w domu dziecka. W zasadzie spędzała tam każdą chwilę, z wyjątkiem tych, które poświęcała Ness i Andiemu. Nie żałowała swoje decyzji, zrozumiała, że to jest właśnie ten rodzaj miłości, który wypełni jej życie i nada mu sens.
Zajrzała teraz do niedawno wyremontowanego pokoju po lewej stronie i ujrzała bruneta pochylonego nad dziecięcym łóżeczkiem.
- I wiesz, młody, ja cię wszystkiego nauczę. Będę najlepszym wujkiem na świecie, Wank i Severin mogą się schować. Tak, tylko ja i twój ojciec wyglądamy tak jak faceci powinni wyglądać. No a ty masz super mamuśkę, wiesz? Szkoda, że twój tatusiek mnie ubiegł... - urwał, gdy usłyszał cichy śmiech za plecami.
Odwrócił się i ujrzał niewysoką dziewczynę w ładnej, niebieskiej sukience, podkreślającej zgrabne nogi. Przeniósł wzrok wyżej, na sympatyczną twarz otoczoną płomiennie rudymi włosami. Uśmiechnął się, by uwydatnić swoje dołeczki, a ona odwzajemniła się tym samym.
- Jestem Amanda i z góry ostrzegam, że mam więcej dzieci niż lat, więc nawet się nie wysilaj, Richardzie. - przeszła obok niego i wzięła Andreasa Juniora na ręce.
- Dobrze mu powiedziałaś, Amuś. - zaśmiał się dumny tata, który właśnie wszedł do mieszkania. - Mogłem wziąć Severina na chrzestnego.
Freitag prychnął i wyszedł z pokoju, zostawiając ich samych. Wellinger podszedł do dziewczyny i spojrzał na swojego synka z dumą, jednocześnie zwracając się do Amandy.
- Już przyjechał. - jedyną jej reakcją było kiwnięcie głową, więc kontynuował. - Nie musisz z nim rozmawiać, posadzimy go jak najdalej od ciebie...
- W porządku, nie przejmuj się. Jestem już dużą dziewczynką. - zaśmiała się lekko.
Uśmiechnął się, zabierając jej dziecko i delikatnie popychając ją w stronę wyjścia. Nie mógł się nadziwić jak bardzo się zmieniła odkąd ją poznał. Była z pozoru o wiele bardziej otwarta, pewna siebie i częściej się uśmiechała, choć on doskonale wiedział, że w środku nosiła koszmarne wspomnienia. Jednak patrząc na nią, nikt by się tego nie domyślił.

Chrzciny Andreasa Juniora nie były szczególnie huczne, ale gości nie brakowało. Amanda siedziała pomiędzy Schusterem a Julią, żoną Wanka, którą poznała jakiś czas wcześniej. Rozmawiały ze sobą zupełnie swobodnie, przynajmniej dopóki Wank nagle im nie przerwał.
- Słuchajcie, bo ja wam muszę powiedzieć. - wszyscy posłusznie umilkli, a on kontynuował. - Wiecie, młody tak mnie zainspirował, że się wziąłem i postarałem. W każdym razie my z Julcią będziemy mieć córeczkę, więc... no wiecie, nie?
Ostatnie jego słowa utonęły w morzu gratulacji. Amanda poklepała przyszłą mamę po plecach i korzystając z zamieszania, wymknęła się na balkon.

Nie wiedziała ile czasu wpatrywała się w powoli zachodzące słońce i budzące się nocne Monachium. Za to doskonale była świadoma momentu, w którym stanął obok niej. Pięć lat pozostawiło na nim wyraźne ślady. Obserwowała go wcześniej i teraz próbowała odtworzyć swoje obserwacje.
Zmężniał.
Jego głos był mocniejszy i bardziej zdecydowany.
Jego śmiech brzmiał inaczej, bardziej gorzko.
Jego oczy nie iskrzyły się jak kiedyś. Były zmatowiałą kopią tęczówek, w których wiele razy płonęła.
- Powinnam powiedzieć, że mi przykro ze względu na twoją mamę, ale nie potrafię. - dreszcz wstrząsnął jego ciałem, gdy się odezwała.
- Cóż, jakoś sobie radzę. - stwierdził sucho, wzruszając ramionami. Była to półprawda, ale nie lubił rozmawiać o śmierci swojej matki. Nie chciał rozgrzebywać swoich uczuć, szczególnie w obecności Amandy.
- To tak jak ja. - uśmiechnęła się słabo i znów zapadła między nimi cisza pełna niedopowiedzeń.
Wydawało się, że będzie trwała w nieskończoność, jednak nagle równocześnie, idealnie zsynchronizowani jak dawniej wyrzucili z siebie pojedyncze słowa. Jej "dziękuję" zlało się z jego "przepraszam".
Oczy Karla znów zapłonęły, a jej lodowe tęczówki zaczęły topnieć pod wpływem jego spojrzenia.
Jeden, krótki moment, w którym znów byli dla siebie najważniejsi na świecie.
A potem ona odwróciła wzrok, gasząc pożar w zarodku.


***

I cóż, koniec.
Nie powiem, bez tego opowiadania będzie inaczej, bo przecież było dość długo.
A teraz czas na moje "dziękuję" i "przepraszam".
To najpierw przeproszę za wszystkie błędy i moje nieustanne narzekania. Pewnie mogło być lepiej, ale nie było tak źle.
Dziękuję Wam za Waszą obecność. Dziękuję za każdy, najkrótszy komentarz. Same wiecie najlepiej jak komentarze dodają siły na dalsze pisanie. Choć przyznam, że nie przywykłam do tak wielu pozytywnych, choć niewątpliwie hiperbolizowanych opinii.
I dziękuję Tobie, Sylwia, bo bez Ciebie by nie wyszło. Ty wierzyłaś w to opowiadanie nawet wtedy, gdy nie istniało, a później wspierałaś mnie w pisaniu tak bardzo, że prawie uwierzyłam, że potrafię. Ta historia od początku do końca była dla Ciebie i mam nadzieję, że choć trochę Ci przypadła do gustu.
Pozostaje już tylko kwestia tego, co dalej. Mówiłam o czymś nowym i będzie kiedyś, nie wiem kiedy:
http://zaczelo-sie-od-szafy.blogspot.com/ .
P.S.: podobała się niespodzianka, Julciu?

14 komentarzy:

  1. Skarbie Ty mój …
    Niełatwo jest mi to pisać. Bo to ten ostatni komentarz, a w każdym razie ostatni tutaj. Zresztą wiesz o co mi chodzi. Chciałabym, by był wyjątkowy tak jak ten epilog i tak jak całe to opowiadanie, niestety obawiam się, że nic z tego nie wyjdzie, bo ja to ja.
    Ale się postaram najładniej jak potrafię, bo Ty zwyczajnie zasługujesz na wszystko co najlepsze.
    Czytam sobie teraz to znowu i znowu i wciąż nie mogę wyjść z podziwu. Wiesz, Ty to tak idealnie zrobiłaś, że ja po prostu nie mam uwag. Nic. I aż się boję cokolwiek tu napisać, żeby swoją nieudolnością nie urazić w jakiś sposób perfekcji tego rozdziału.
    Ty wiesz, jakie ja miałam problemy z interpretacją tego fragmentu w którym pojawił się Rysiu, ale to tylko dlatego, że ja po prostu nie umiem czytać i nie wróży to bynajmniej dobrze przed maturą z polskiego … ale cóż, mówi się trudno, może się jeszcze nauczę. Poza tym, ten fragment jest wspaniały, bo wyziera z niego humor i mogę na chwilę porzucić ten refleksyjny nastrój i się uśmiechnąć.
    Zresztą, potem znowu się uśmiecham, jak pojawia się Wanki i jego dziewczyna Julcia … tak w ogóle to już chyba taka blogowa tradycja, że jak Wanki ma dziewczynę to tylko i wyłącznie Julkę, no a to chyba dobrze wróży na przyszłość dla co poniektórych ^^ I jeszcze ten ich potomek. No nie mogę się nie uśmiechać.
    Ale ten refleksyjny nastrój szybko mi wraca i bardzo dobrze, bo to on jest największą zaletą tego epilogu i w ogóle całego opowiadania. Te wszystkie opisy i uczucia i co najważniejsze, te ogniste metafory... Cała ta historia jest tak cudownie skonstruowana, że naprawdę czapki z głów, mała.
    I to zakończenie, w którym z miejsca się zakochałam... Ty doskonale wiesz jak ja całym sercem byłam za Pieszczoszkiem, jak w końcu zrozumiałam i dostrzegłam, że to musi być tylko przyjaciel. Wiesz to. I wiesz, że po tym zakończeniu uwierzyłam na nowo w miłość Karla i Amy. Minęło 5 lat, oboje są innymi ludźmi, a po śmierci matki Karl na pewno rozumie teraz znacznie więcej niż kiedyś.
    Wierzę w to. Wierzę w nich.
    I po prostu dziękuję.
    Dziękuję Ci za najpiękniejsze, najbardziej niezwykłe i poruszające opowiadanie jakie miałam okazję w życiu czytać, a które w dodatku było dla mnie. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam … po stokroć dziękuję.
    Z Tobą wszystko jest łatwiejsze i za to Cię tak strasznie kocham.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, jak to koniec?
    Nie wiem co napisać. Strasznie smutno, że to już ostatnia część, ale wiem, że na pewno zaraz stworzysz coś równie dobrego.
    I jakie to piękne, że Wellinger znalazł swoją idealną miłość. Że miał synka. Ale najlepsze jest to, że zostali przyjaciółmi.
    I ten fragment z Rysiem... To było piękne! I jeszcze jak wyobraziłam sobie ten uśmiech z dołeczkami...
    I Wanki, który też się "postarał" o potomka. Oj jego córeczka będzie wspaniała.
    No i Karl... Który wrócił i w zasadzie nic się nie zmieniło. Ale może on sam się zmienił? I myślę, że teraz nie popełniłby już tego błędu.
    A całość była prześliczna. I dziękuje ci za te piękne chwile, które mogłam spędzić czytając twoje opowiadanie. Łezka się w oku kręci...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej. Szkoda, że koniec już tej historii. Ale zakończenie cudne, mimo tego, że Karl i Ama się nie zeszli. Co prawda sądziłam, że połączy ją coś z Wellingerem. No, ale Welli ma synka. Teksty Freitaga do dziecka jak zwykle świetne. Jakoś nie jest mi przykro z powodu śmierci mamy Karla.
    Z niecierpliwością czekam na nowe opowiadanie :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to koniec? No jak? Ja się nie zgadzam. Ja tu się zaraz rozryczę nad moim laptopem na znak protestu. Już cię nie lubię no. Dlaczego to się tak skończyło?
    No ale dobra. Oddycham..
    A więc tak. Widzę, że przez te 5 lat wiele się zmieniło. Ama robi to co kocha i pracuje z dziećmi w domu dziecka. Wcale jej się nie dziwię. No i Andi znalazł swoją miłość. No, no. I mają dzidziusia :D Czy to przypadek, że Wanki też zostanie ojcem? Ja w przypadki nie wierzę, w końcu czemu Wank ma być gorszy niż jego młodszy kolega. Taka moda na ojcostwo zapanuje w niemieckiej drużynie. Cóż ja mogę powiedzieć o Ryszardzie.
    Rozwalił mnie na łopatki. Taki uroczy i wgle, wujcio Richi hehe. Jak on wychowa Andreasa juniora na faceta, to wszystkie młode niewiasty bójcie się (i ich matki również).
    Wiesz, że złamałaś mi serce tą końcówką? Nie wiesz? Teraz już wiesz. No bo czemu oni jednak nie mogą być razem? Czemu ona odwróciła wzrok, by zgasić pożar w zarodku.
    I znowu ryczę. Mazgaj ze mnie. I nie. Wcale mi się nie podoba to zakończenie..
    No nic. Idę rozpaczać w samotności..
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. o matko...
    kompletnie się nie spodziewałam, że to już będzie epilog.
    naprawdę, mam wrażenie, jakby ta historia dopiero się zaczynała.
    Boże, to wszystko tu było takie piękne, takie delikatne, takie Twoje.
    I naprawdę, nie wiem od czego zacząć.
    hmm,może najlepiej od początku?
    Już sam wstęp tego epilogu był cudowny.
    Ja się strasznie cieszę, że Welli znalazł taką właśnie Vanessę. Bo fakt, między nim i Amą nie byłoby nic więcej oprócz przyjaźni.
    A Amanda jest taką dobrą dziewczyną.
    Ma w sobie tyle miłości, którą ofiaruje innym. I wcale nie jest to miłość, jaką kobieta darzy mężczyznę, ale miłość do bliźniego. Taka zwykła,bezinteresowna.
    No, a teraz przejdę do fragmentu, który już mi przykleił banana na twarz do końca dnia.
    Andziuś, niespodzianka podoba mi się tak bardzo, że nie wiem jak mam Ci dziękować.
    Wankuś i Julia.
    No przecież ja na sam widok tych wyrazów dostaję jakiegoś szaleństwa.
    Jejku, dziękuję Ci bardzo <333
    A Sylwia ma rację- to dobrze wróży na przyszłość ^^
    Kocham Was, wariatki.
    No, ale koniec euforii i wracam na ziemię.
    Koniec sprawił, że mój banan zaczął mieszać się ze wzruszeniem.
    No bo, to po prostu było świetne.
    Ten opis ich rozmowy.
    I ja naprawdę wierze, że to nie jest koniec dla Amandy i Karla.
    Fakt, ich ogień już wygasł, ale chyba istnieje możliwość, że mogą na nowo go zapalić.
    Ja mocno w to wierzę.

    Dobra, słońce.
    Teraz chyba muszę Cię przeprosić za ten bezsensowny komentarz, ale strasznie chciałam zawrzeć w nim wszystko.
    Dziękuję Ci za to opowiadanie.
    I dziękuję Ci za to, że jesteś.
    Moja kochana siostrzyczka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne zakończenie!
    Andi jako ojciec... tego sobie nie wyobrażam ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale ale ale ale ale ale ale ale ale ale ale coooo? :o
    Jak to koniec? :o
    Nie wierzę :(

    Ich historia miała trwać jeszcze długo ♥
    Ale nie będę Ci robić wyrzutów

    Epilog jest cudowny. Andi ojcem - mogę już płakać ze wzruszenia?
    Ostrzegam, potrzebna będzie duża wanna lub coś w tym stylu.

    Nadal nie wierzę, że to już koniec ♥ Dla mnie ich historia będzie trwać wiecznie, mam gdzieś, czy będą ze sobą czy nie, ich historia będzie trwać do końca świata i dłużej ♥
    I się popłakałam :(

    Dziękuję Ci za wszystkie rozdziały, Kocham Cię ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mogę uwierzyć, że to koniec..
    Strasznie spodobała mi się ta historia, ale wszystko niestety kiedyś się kończy.

    Powodzenia w pisaniu nowego bloga :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej, ojej. Zasmuciłam się, gdy zobaczyłam napis "epilog". Aż jakis skurcz złapał mnie w serduszku. Nie lubię żegnać się z czymś, co było takie dobre jak to opowiadanie. Zżyłam się z tą historią i kochałam idealnego Karla (który, koniec końców, okazał się nie taki idealny, sigh). To była naprawdę genialna historia, świetnie napisana, z niesamoowitymi metaforami i opisami uczuć, które z nóg zwalają!
    a sam epilog... wynagrodziłaś mi tym Rysiem mój początkowy smutek! I wgl Andreasy intensywnie się rozmnażają, no fajnie :D
    Co do Amandy i Karla... Chcę wierzyć, że jeszcze się im ułoży, że mimo wszystko nadal mogą stworzyć coś nieidealnie idealnego.!

    OdpowiedzUsuń
  10. Skarbie<3Kochany, genialny skarbie... Ty mi próbujesz wmówić, że nie jesteś skromna, tak:D?
    Dobra inne rzeczy też, ale tu akurat Ci się nie uda.
    Hiperbola w komentarzach. Ja nie piszę
    hiperbolicznych komentarzy, ja w ogóle (jak chyba
    każdy) nie mam czasu na komentarze.
    Ale czas na skomentowanie perełki znajdzie się
    zawsze.
    Wiesz co? Gdybyś mi sama o tym nie powiedziała,
    w życiu nie typowałabym, że to ostatni rozdział. Bo można zastanawiać się przecież jak Andreas (ojj,
    ten Welliś<3) pomógł Amandzie, jak się jej żyło.
    Więc zrobiłaś olbrzymią niespodziankę
    przesuwając czas o pięć lat, bo taka piątka to aż
    strach, wszystko się mogło zdarzyć.
    Nienawiść, miłość, śmierć...
    Tak, przepraszam ja zawsze wyobrażam sobie
    jakiś zgon- jestem wrodzonym pesymistą.
    Ale od początku...
    Zaskoczyłaś samym przebiegiem tej historii. Pamiętasz chyba komentarze z samego początku? Wszyscy typowali tylko, że Ama i Karl to związek
    idealny, a przyjdzie Andi i wszystko rozwali.
    Plus niektórzy z bardziej niebezpieczym pieszczoszkowym przekrętem, na przykład ja,
    nie mogli się tego doczekać, choć Karl miał być
    biedny, poszkodowany aniołek, którego mi miało
    być żal.
    Widzisz? Głupota i tępość człowieka nierozumnego,
    wszędzie widzącego sztywne schematy.
    A ty zaskoczyłaś. To była prawdziwa głębia,
    wyjątkowo prawdziwa psychologia i niespotykana
    w świecie wrażliwość.
    Nikt nie musiał umierać, nie musieli się rozstawać, omijać, nie było dosłownych zdrad- choć Karl zdradził dziewczynę w pewnym sensie...
    Bo pokazałaś, że prawdziwy niegrany ból może być w codzienności. Prawdziwa rozpacz nie jest spektakularna i głośna.
    Kochałam Amandę za to jak ją wykreowałaś. W niej nie było nic zagranego, prawdziwi ludzie spotykani na ulicy są milion razy bardziej jak z teatralnej sceny niż ona.
    A o Wellim nie muszę pisać. Jak tu się leczyć ze słabości do niego jak takie historie powstają.
    Nie wiem czy kiedyś coś czuł do Amy, można na to patrzeć i tak i siak. Wiem natomiast, że ofiarował jej cudowny, bezinteresowny dar. To on nauczył ją żyć.
    I dobrze, że udało się mu poznać Vanessę.
    Cudowną, niezazdrosną kobietę, która dała mu szczęście, ale i nie zniszczyła tej przyjaźni.
    Zasłużył Skarb<3
    W dodatku Andi Junior, już sobie wyobrażam jakie urocze to by musiało być niemowlę. Pomińmy, czy Rysiu nadaje się na chrzestnego, ale cóż... Na pewno wyobrażam go sobie w tej roli lepiej niż Severina. Severin i podniosła uroczystość... Hm.
    Pan Freitag już lepszy, byleby nie tłumaczył małemu, że jego tatuś zakosił mu mamusię sprzed nosa.
    A nasza Julcia to ma dobrze. Jak nie córki Pieszczoszka się na jej cześć nazywa to wankowe kobiety. Nie ma siły, coś z tego wyniknąć musi^^

    I ostatnia, najistotniejsza scena...
    Zgasiła pożar w zarodku. Chyba zaskoczę... Może to i lepiej? Wierzę, że to nie ich ostatni kontakt, że jeszcze pogadają. Ale to już inni ludzie, a namiętność znowu by ich pokaleczyła...
    Takie jest życie. Odnowa tego związku byłaby zagadką na każdy dzień, jedną wielką niewiadomą.
    I cudownie, że zachowałaś tą tajemnicę.
    Niech każdy zakończy po swojemu.
    Bo niezwykłe opowiadanie, różni się od tych setek zawalających blogosferę tym, że w umyśle czytelników epilog nie oznacza koniec.
    Pomiňmy moją durną intuicję, że Richie podrywał Amę, ale i na serio...
    Wprowadziłaś swoje postaci do nieśmiertelności.
    Tzn Amandę i Karla, bo Welliś dostał spokój na który Anioł zasłużył.
    Kocham Cię, kocham<3<3<3
    Ehh... Chyba zamiast przez kwadrans, albo i więcej Ci bzdety pisać mogłam napisać po prostu dziękuję?
    No to dziękuję, że ciągle istnieje na tym świecie piękno.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak ja kocham szczęśliwe zakończenia!
    Karl co prawda zalazł mi za skórę, ale minęło pięć lat... cóż. Wybaczam mu.
    Ale zacznę od początku, do Karla jeszcze wrócę.
    Byłam przekonana, że Andreas i Amanda będą razem po tym wszystkim co przeszli, ale wykroczyłaś poza ten nieco oklepany schemat i udało Ci się mnie zaskoczyć. Początkowo było mi trochę przykro, bo myślałam sobie, że byłaby z nich taka fajna para, ale każde kolejne słowo zaczęło mnie przekonywać, że oni jednak powinni pozostać przyjaciółmi.
    Andreas, mimo że starszy o pięć lat dalej jest rozczulający i rozkłada mnie na łopatki. Ojcostwo mu służy^^ Tylko, że ja teraz nie wiem, czy mam zazdrościć Juniorowi, że Pieszczoszek (dziwnie go tak nazywać kiedy on tutaj jest już dojrzałym mężczyzną :p) jest jego tatą, czy Vanessie, że ma takiego faceta przy sobie i, że tenże facet jest ojcem jej dziecka.
    Porozmyślam nad tym przed snem, teraz przechodzę do najważniejszego fragmentu.
    Spotkanie Karla i Amandy, ich krótka rozmowa, która w efekcie zakończyła się ich pojednaniem... To pokazuje, że ich miłość tak naprawdę nigdy nie spłonęła, tliła się gdzieś głęboko w ich sercach i przetrwała. Kurczę, pięć lat to przecież szmat czasu, mogli sobie życia poukładać na nowo, z innymi osobami, a jednak... czekali na siebie. Być może nie mieli takiej świadomości, ale ten epilog to wszystko pokazuje. Jedna krótka rozmowa, kilka spojrzeń w oczy i wszystko wróciło. Miłość znów zapłonęła w ich sercach i oby tym razem nie wyniknął z tego pożar.
    Moja nieporadność w pisaniu komentarzy się kłania :*
    Nie zawarłam w nim wszystkiego co chodziło mi po głowie, niestety, ale wiedz, że to było naprawdę cudowne. Mój komentarz ciężko nazwać hiperbolą, bo mam wrażenie, że psuję nim ten epilog, ale myślę, że w tej historii nie ma takiego słowa jak hiperbola... bo chyba nie da się przesadnie wyolbrzymiać czegoś co jest idealne samo w sobie? :)
    Dziękuję za tą historię. Bywało tutaj różnie, ale ostatecznie mogłam się cieszyć szczęściem razem z bohaterami. Czegoś takiego było mi trzeba, bo ostatnio to ja nie tryskam optymizmem :p Dziękuję, jeszcze raz i - mam nadzieję - do zobaczenia (napisania?) wkrótce :)

    OdpowiedzUsuń
  12. jej, to już koniec? :'(

    wszystko co dobre, szybko się kończy...

    wspaniała historia, zakochałam się w niej <3

    dziękuję, że ją napisałaś i opublikowałaś :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda , że to koniec tej historii , bo naprawdę bardzo mi się spodobała . Twoje pisanie wiele razy wywierało we mnie ogromne emocje , mam nadzieję , że jeszcze będę mogła przeczytać niejedno Twoje opowiadanie < 3
    Z jednej strony szkoda , że tak to się wszystko potoczyło . Na początku myślałam , że Amanda znajdzie szczęście w ramionach Andiego ,ale on chyba w końcu zrozumiał , że może być tylko jej przyjacielem .
    A co do Karla .. No cóż , Karl sam doprowadził do takiej sytuacji , więc chyba nie może mieć o nic pretensji do Amandy .
    I cieszę się z tego , że Wellinger też znalazł swoją drugą połówkę :D
    Jeszcze raz dziękuję Ci za to cudne opowiadanie :3
    Buziaki , kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej :))) Nominowałam Cię do Liebster Awards:
    http://king-in-the-mirror.blogspot.com/2015/06/liebster-award.html
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń