Amanda wstała ostrożnie, by nie zbudzić Andreasa, który w nienaturalnej pozie zasnął na kanapie. Wyjęła z szafy gruby koc i przykryła nim chłopaka, po czym doprowadziła pokój do porządku. Zatrzymała się na chwilę z pustymi talerzami w ręku, upewniając się, że nie ma już więcej pracy, jednak jej wzrok spoczął na Wellingerze.
Z zafascynowaniem przyglądała się śpiącemu, wsłuchiwała się w lekko świszczący, równomierny oddech. Nieświadomie zaczęła porównywać go z Karlem, zestawiać odrobinę dzięcięcy, naiwy uśmiech z kamienną twarzą przebywającego w objęciach Morfeusza Geigera.
Przypomniała sobie strach, który towarzył jej za każdym razem, gdy jej wzrok zatrzymywał się na śpiącym Karlu. Dopiero po przyłożeniu ucha do jego klatki piersiowej, z ulgą wypuszczała powietrze z ust. Bała się, że sen odbierze jej kiedyś jedyną bliską osobę, tak jak robił to w przeszłości.
Zaczęło się od dziadka, który w jej pamięci urastał niemal do rangi bohatera. Nigdy jej nie skrzywdził, trzymał ją na kolanach i z radosnym błyskiem w oku opowiadał historie, które na zawsze pozostały gdzieś głęboko w niej. Nigdy o nim nie mówiła, nawet Karlowi. Dziadek był tylko jej, to on zanosił ją na górę, gdy babcia po raz kolejny wrzeszczała na wchodzącą do domu niepewnym krokiem matkę. On nigdy nie krzyczał, on był łagodnością. Amanda miała przed oczami obraz dziadka i matki, która wypłakiwała się w jego ramię. Nie oceniał swojej córki, pragnął jej pomóc i całe swoje serce oddał jedynej wnuczce. Tylko że to serce przestało bić o wiele lat za szybko. To właśnie czteroletnia Amanda dotknęła zimnej ręki dziadka i rozpłakała się, gdy nie chciał się obudzić.
Śmierć dziadka pociągnęła za sobą wydarzenia, które odmieniły świat małej dziewczynki na zawsze. Razem z mamą opuściła dom babci i zobaczyła rzeczy, które przeraziłyby nawet dorosłych.
A potem nadszedł dzień, gdy matka zaprowadziła ją do domu pełnego dzieci i ułożyła na niewygodnym łóżku. Kiedy Amanda się obudziła, mamy już nie było.
Po policzku dorosłej już Amandy potoczyła się samotna łza. Te wspomnienia ukryła na samym dnie swojej pamięci i jak do tej pory po nie nie sięgała. Ale teraz zapisywała w swojej głowie zupełnie inny obraz, obraz śpiącego chłopaka, który nawet teraz nieświadomie ofiarowywał jej swój uśmiech.
Tego dnia ofiarował jej jednak o wiele więcej i to, oprócz wdzięczności, wzbudzało w niej niepewność.
Już raz na jej drodze stanął chłopak gotowy bezinteresownie się nią zatroszczyć.
Karl, którego pokochała tak bardzo, że była gotowa płacić każdą cenę za jego miłość, bo bez tej miłości była niczym.
Ale Wellinger swoją postawą zasiał w niej wątpliwości, pokazał jej, że przecież Geiger miał wybór i go dokonał.
To on skazał ją na samotne Święta. Nie pierwszy raz, ale teraz dopiero dostrzegła w tej sytuacji jego winę.
Andreas tu był, choć powinno go nie być, za to Karl był zupełnie gdzie indziej.
Jej prosty świat oparty na miłości Karla i do Karla zaczął się niebezpiecznie pochylać, a ona zawisła nad krawędzią.
Gwałtownie obróciła się i ruszyła do kuchni, choć miała świadomość, że już nigdy nie umknie przed tym wspomnieniem.
Myjąc talerz, dostrzegła na nim nagle w ostrym, dla przyzwyczajonych do mroku oczu, świetle wiele delikatnych rys.
A przez Wellingera dopatrzyła się siateczki drobnych pęknięć na starannie pielęgnowanym uczuciu do Karla.
Pełna bezsilności odłożyła opłukany talerz na suszarkę i usiadła na podłodze, obejmując kolana ramionami. Patrzyła tępo na kuchenną szafkę, oczekując jakiejś wskazówki.
Była sama i sama musiała sobie poradzić, jednak w tym momencie ją to przerastało. Po omacku szła do swojego pokoju, ale nie mogła natrafić na drzwi. Tak samo czuła się w swoim życiu i choć w końcu jej ręka dotknęła klamki, to nie była to ta, której się spodziewała. Opadała bez sił na łóżko Wellingera, zastanawiając się jak to możliwe, że jego pokój odnalazła, a ten, który dzieliła z Karlem był dla niej nieosiągalny.
Andreas nie spodziewał się odnaleźć Amandy w swoim łóżku, więc dość gwałtownie otworzył drzwi. Dziewczyna poderwała się i spojrzała na niego, odganiając resztki snu. Uśmiechnął się łagodnie i wyciągnął z szafy czyste ubranie, po czym skierował się do łazienki.
Amanda opadła na plecy i przymknęła powieki, odwlekając to, co nieuniknione. Musiała wstać, musiała w końcu zrobić coś ze swoim życiem, musiała przestać być bierna. Powtarzała to w myślach jak mantrę aż do ponownego pojawienia się Wellingera.
Przysiadł na łóżku, a w jego błękitnym spojrzeniu tańczyły wesołe iskierki.
- O czym marzysz, Ama?
Popatrzyła na niego jak na szaleńca. Nigdy nie marnowała czasu na snucie marzeń, bo one mają to do siebie, że się nie spełniają. Jednak przypomniała sobie to, co dziś tak usilnie wbijała sobie do głowy.
- Hmm, zawsze chciałam jeździć na łyżwach.
- Moi rodzice zawsze spełniali moje bożonarodzeniowe marzenie. Dzięki temu zacząłem skakać. - Welli uśmiechnął się do swoich wspomnień, po czym spojrzał na Amandę. - No już, ubieraj się.
Zaraził ją swoim entuzjazmem i pół godziny później wyruszyli na lodowisko. Dziewczyna zatrzymała się i z zafascynowaniem wpatrywała się w sunących płynnie ludzi. Andreas popchnął ją lekko w stronę kasy i pomógł wybrać jej odpowiednie łyżwy.
Gdy znaleźli się na tafli, chwiciła go kurczowo za rękaw kurtki. Roześmiał się i ujął obie jej dłonie, po czym powoli ruszył do tyłu. Amanda intuicyjnie poddała mu się i objechali w ten sposób całą pętlę. Puścił ją i usunął się na bok, zmuszając ją by sama utrzymała równowagę. Poradziła sobie bez trudu, więc złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Na chwilę straciła płynność, jednak po chwili jechali już ramię w ramię.
Nie wiedział jak długo to trwało, ale w końcu poczuł jak mu się wymyka. Z podziwem patrzył jak sama mknie po lodowej tafli. Może miała po prostu talent, ale on był przekonany, że to kwestia tej siły, która w niej tkwi.
Nie zauważył nawet, że do niego podjechała, dopiero ciche "dziękuję" przywróciło go do rzeczywistości.
- Mógłbyś coś jeszcze dla mnie zrobić?
Kiwnął głową, czekając na coś więcej, ale ona już skierowała się do wyjścia.
Amanda czuła w sobie ogromną chęć do działania. Chciała robić to, na co do tej pory się nie zdobyła.
Karl dał jej nowe życie, ale to Andreas wręczył jej instrukcję obsługi.
***
Nie wiem nawet jak Wam dziękować za te wszystkie dobre słowa, którymi mnie zalewacie w komentarzach. Wzruszam się jak to czytam, łobuzy moje.
I przez Was, cholercia, tworzę powoli coś nowego. Zobaczymy co z tego wyniknie.
Kocham Was, dziewczynki. <33